Dla młodej osoby pierwsza miłość to taka szkoła uczuć. Czym różni się od kolejnych?

Z pewnością wszystko to, co dzieje się w naszym życiu po raz pierwszy, jest przez to szczególne i zostawia ślad. Do dziś pamiętam dzień, w którym jako pięciolatka samodzielnie pojechałam na dziecięcym rowerze, bez kijka, który trzymał tata, choć było to wieki temu. Pierwszą miłość też pamiętam, szczególnie, że była naprawdę wieeeelka. Myślę, że większość z nas zachowała w pamięci te pierwsze zauroczenia. Zwykle towarzyszy im mnóstwo wątpliwości i pewna nieporadność wynikająca z kompletnego braku doświadczenia, a także skłonność do czarno-białej perspektywy, bo dopiero z wiekiem zaczynamy zauważać inne kolory.

Miłość pod względem endokrynologicznym to rodzaj hormonalnej burzy. I właśnie według endokrynologa i ginekologa doc. Pawła Madeja ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, bodźce odbierane w chwili zakochania docierają do mózgu z prędkością 400 km na godzinę! I… zaczyna się wydzielać hormon miłości. I teraz wyobraźmy sobie młodego człowieka w „różowych okularach”, w dodatku nieco zamglonych, wsiadającego do Lamborgini. Taka jazda może być upajająca, ale może także zakończyć się kraksą!

Pierwsza miłość to pierwsze „my”, ale też poznawanie swojego nowego „ja”, bo wchodzimy w całkiem nową rolę. Co warto wyciągnąć dla siebie dobrego z takiego doświadczenia, nawet zakończonego przykrym rozstaniem?

Przez doświadczenie bycia w pierwszej relacji uczymy się tego, ile z siebie chcemy dać, gdzie znajdują się nasze granice. Warto, nawet jeśli się jest bardzo młodą osobą, znaleźć odpowiedzi na pytania:

  • na czym najbardziej zależy mi w związku,
  • bez czego nie wyobrażam sobie relacji,
  • bez czego mogę się obejść,
  • w jakich obszarach mogę pójść na kompromis,
  • na co na pewno się nie zgodzę,
  • czego najbardziej się obawiam

Przyglądając się związkowi, temu jaki był, z jakiego powodu się zakończył, możemy zdobyć wiedzę, która okaże się bardzo cenna w przyszłości.